Gallery

Vogue Philippines

Ta sesja pochodzi z 2023 roku – i to jest dziś najbardziej wiarygodna, powtarzalna informacja (różne strony mylą rok publikacji online z rokiem wykonania sesji, stąd zamieszanie z 2024). Styl zdjęć, estetyka oraz timeline projektów dokładnie to potwierdzają.

To jedna z najbardziej filmowych, „miękkich” i narracyjnych sesji w całym tym okresie. Całość jest zbudowana na klimacie vintage, snu, nostalgii i lekkiego niepokoju, z bardzo wyraźnym odniesieniem do estetyki lat 60./70., domowych wnętrz, kobiecości zamkniętej w przestrzeni i emocji bardziej zasugerowanych niż pokazanych wprost.

Kadry są celowo lekko rozmyte, jakby widziane przez mgłę, firankę albo wspomnienie. To nie jest przypadek ani błąd techniczny – to świadomy zabieg. Fotografie wyglądają jak kadry z filmu, który już się wydarzył, ale do którego nie mamy pełnego dostępu. Światło jest ciepłe, często przytłumione, wpadające przez żaluzje, zasłony, okno. Kolorystyka opiera się na beżach, pudrowych różach, sepii, złamanej bieli i ciepłych brązach.

Stylizacje są bardzo kobiece, ale nie w sensie glamour. To raczej delikatność, kruchość, intymność. Koronki, tiule, miękkie tkaniny, futrzaste elementy, gorsety, halki, pończochy – wszystko to buduje wrażenie prywatnej przestrzeni, sypialni, buduaru. Ciało nie jest tu pokazane wprost, tylko zasugerowane – przez prześwity, fakturę materiału, sposób ułożenia.

Pozy są spokojne, często statyczne, czasem lekko bezwładne. Leżenie na podłodze, oparcie głowy na dłoniach, siedzenie na krześle, skulenie się między tkaninami. Jest w tym coś bardzo introspektywnego – jakby bohaterka była zamknięta we własnym świecie, myślach, emocjach. Wzrok często nie jest skierowany wprost w obiektyw, tylko gdzieś obok, w bok, w dół, w górę – co jeszcze bardziej wzmacnia wrażenie zamyślenia i odrealnienia.

Bardzo ważny jest też kontrast między miękkością a lekkim niepokojem. Z jednej strony mamy pastelowe kolory, koronki, światło, z drugiej – napięcie w spojrzeniu, nie do końca wygodne pozy, delikatne „zagubienie” w kadrze. To nie jest słodka sesja. To jest sesja, która wygląda jak piękny sen, w którym coś jest nie do końca na swoim miejscu.

W niektórych ujęciach pojawia się wrażenie „uwięzienia” – między zasłonami, tkaninami, w kącie pokoju, na podłodze. To bardzo subtelne, ale czytelne. Vogue Philippines często idzie w stronę narracji wizualnej i tu dokładnie to widać – nie chodzi tylko o pokazanie osoby, ale o opowiedzenie historii obrazem.

Makijaż jest miękki, rozświetlony, lekko retro. Oczy podkreślone, ale nie agresywnie. Usta naturalne, często półotwarte, jakby w trakcie myśli. Włosy puszczone, lekko potargane, niedoskonałe – i znowu: to nie jest przypadek, tylko element klimatu.

Cała sesja jest bardzo spójna stylistycznie – nie ma tu przypadkowych kadrów. Każde zdjęcie pasuje do reszty, każde buduje tę samą opowieść: intymność, kobiecość, nostalgia, delikatność, zamknięta przestrzeń, emocje pod skórą.