Gallery
Vanity Fair
Data sesji: lipiec 2024
Magazyn: Vanity Fair
To jedna z najbardziej filmowych, nastrojowych i „nieoczywistych” sesji w całym ostatnim okresie. Vanity Fair postawiło tu nie na czysty glamour, a na emocję, ciszę, napięcie i lekko niepokojącą elegancję – coś pomiędzy starym kinem noir a nowoczesną modową opowieścią.
Kadry są surowe, momentami niemal klaustrofobiczne. Widzimy wnętrza, które przypominają hotelowy pokój, korytarz, salon z ciężkimi zasłonami – przestrzenie zamknięte, lekko duszne, jakby czas się w nich zatrzymał. To nie jest sesja „uśmiechnięta”. To sesja introspekcyjna.
Stylizacje są bardzo zróżnicowane, ale konsekwentne w klimacie:
-
miękkie, strukturalne żakiety i krótkie komplety,
-
odważne, dopasowane formy podkreślające sylwetkę,
-
kontrast między delikatnością (tiule, jasne tkaniny, pastelowe odcienie) a cięższymi elementami (skóra, gorsety, mocne buty).
Jedno ujęcie – leżenie na dywanie w różowym komplecie – wygląda niemal jak kadr z filmu lat 60. Inne – czarno-białe w wąskim korytarzu – buduje napięcie i ruch, jakby została uchwycona w pół kroku, w pół ucieczki. Jest też kadr przy oknie z kwiatem w dłoni: miękki, melancholijny, bardzo „Vanity Fair” w swoim DNA.
Cała sesja gra kontrastami:
-
kobiecość vs siła,
-
miękkość vs kontrola,
-
glamour vs surowość,
-
światło vs cień.
Nie ma tu przypadkowych póz. Każdy gest – oparcie głowy, spojrzenie w bok, wyciągnięta ręka, ułożenie nóg – wygląda jak część większej historii. To nie jest „ładne zdjęcie do magazynu”. To jest opowieść w kadrach.
Bardzo mocno wybija się też praca światłem: punktowe doświetlenia, głębokie cienie, lekko ziarnista faktura w czarno-białych ujęciach. To wszystko sprawia, że sesja jest dojrzała, odważna i artystycznie cięższa niż typowe editorialowe sesje.
Vanity Fair w tym wydaniu pokazuje ją jako:
-
nie dziewczynę z popowego plakatu,
-
nie tylko ikonę stylu,
-
ale pełnoprawną, świadomą bohaterkę modowej narracji.
To sesja, która nie krzyczy – ona mówi szeptem, ale zostaje w głowie.
