Gallery

The Rolling Stone

2024 | sesja zdjęciowa / editorial

Ta sesja dla Rolling Stone to jedna, spójna opowieść, którą trzeba czytać ciągiem – bez dzielenia na „części”, „looki” czy „etapy”. Wszystkie kadry, także te odnalezione później, składają się na jeden świadomie zaprojektowany portret Sabriny Carpenter: dojrzały, zmysłowy, ale pozbawiony taniej prowokacji. To nie jest sesja „kontrowersyjna”. To sesja kontrolowana.

Całość utrzymana jest w estetyce vintage i analogowej – ziarno, miękkie światło, przepalenia, kadry przypominające polaroidy lub prywatne zdjęcia z lat 90. Ten zabieg sprawia, że zdjęcia wyglądają bardziej jak osobisty pamiętnik niż klasyczny editorial dużego magazynu. Sabrina nie pozuje tu „dla efektu”. Ona po prostu jest obecna.

Kluczową rolę w tej sesji odgrywa strój – a właściwie świadome operowanie strojem jako narzędziem narracji. Główna stylizacja to połączenie jasnej, delikatnej, koronkowej bielizny z czarnymi elementami konstrukcyjnymi: paskami, klamrami, przypinkami, detalami przypominającymi gorset lub uprząż. Do tego białe pończochy sięgające uda oraz klasyczne czarne szpilki na wysokim obcasie. Całość balansuje pomiędzy retro glamour, burleską i estetyką pin-up, ale bez teatralności. To stylizacja, która wygląda jak celowo niedokończona – i właśnie dlatego działa.

W niektórych kadrach Sabrina siedzi na prostym postumencie lub krześle reżyserskim, noga założona na nogę, dłonie spokojnie złożone. W innych leży na łóżku, owinięta jasną tkaniną, z rozpuszczonymi włosami. Strój nie znika – on zmienia funkcję. Raz jest konstrukcją, raz tłem. Raz podkreśla sylwetkę, innym razem pozwala jej „zniknąć” w miękkim świetle.

Jednym z najbardziej zapamiętywalnych motywów jest guma balonowa. Sabrina żuje ją i wypuszcza różowy balon – gest prosty, wręcz dziewczęcy, ale zestawiony z bieliźnianą stylizacją działa jak świadomy kontrapunkt. To moment, w którym cała sesja mówi bardzo wyraźnie: to ja decyduję, jak mnie czytasz. Seksowność zostaje tu rozbrojona humorem i dystansem.

Makijaż jest oszczędny, ale precyzyjny: podkreślone oczy, rozświetlona skóra, naturalne usta. Włosy długie, blond, czasem spięte prostą spinką, częściej opadające swobodnie na ramiona. Nic nie jest przesadzone. Nic nie krzyczy. Wszystko służy temu, by uwaga widza została na emocji i sylwetce, nie na stylizacji jako takiej.

Po złożeniu wszystkich zdjęć w jedną całość widać wyraźnie, że ta sesja:
– nie jest zerwaniem z przeszłością,
– nie jest próbą szokowania,
– nie jest też „nową Sabriną na siłę”.

To raczej moment zatrzymania. Sabrina Carpenter pokazana jest tu jako artystka w pełni świadoma swojej kobiecości, swojego ciała i swojego wizerunku – ale nieuzależniona od reakcji odbiorców. Stroje, pozy, rekwizyty i światło nie dominują jej osoby. One ją ramują.

Sesja Rolling Stone z 2024 roku to jeden z tych wizualnych momentów, które nie starzeją się po tygodniu. Im dłużej się na nie patrzy, tym bardziej widać, jak bardzo są przemyślane – i jak mało w nich przypadkowości.

Jedna sesja.
Jedna estetyka.
Jedna bardzo świadoma Sabrina Carpenter.