Seksualizacja, prowokacja czy kontrolowane dojrzewanie artystyczne?
Dlaczego droga Sabriny Carpenter nie różni się od ścieżki Miley Cyrus, Britney Spears i Taylor Swift
W ostatnich latach coraz częściej pojawia się narracja, że Sabrina Carpenter prowokuje – strojem, tekstami piosenek, scenicznym zachowaniem czy wizerunkiem w mediach społecznościowych. Padają zarzuty o „seksualizację”, „granie ciałem”, a nawet „szukanie taniej kontrowersji”.
Problem w tym, że ta narracja nie jest ani nowa, ani wyjątkowa. W rzeczywistości Sabrina przechodzi niemal podręcznikowy etap transformacji, który wcześniej dotyczył większości największych gwiazd popu wychowanych w systemie Disney Channel lub podobnych korporacyjnych strukturach.
Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się o kilkanaście (a czasem kilkadziesiąt) lat.
Disney jako „fabryka wizerunku” – punkt wspólny wszystkich historii
Disney nie jest tylko wytwórnią czy stacją telewizyjną. To system wychowujący artystów w bardzo konkretnych ramach:
-
nieskazitelny wizerunek,
-
brak kontrowersji,
-
„bezpieczna” seksualność (czyli w praktyce jej brak),
-
komunikaty kierowane do dzieci i młodzieży.
Dopóki artysta funkcjonuje w tym świecie, jego ciało, emocje i narracja są ściśle kontrolowane. Problem zaczyna się w momencie, gdy:
-
artysta dorasta,
-
publiczność dorasta razem z nim,
-
a kontraktowy „szklany sufit” przestaje pasować do rzeczywistości.
I wtedy niemal zawsze następuje gwałtowne odbicie w drugą stronę.
Miley Cyrus – gdy „Hannah Montana” musiała umrzeć
Miley Cyrus to jeden z najbardziej oczywistych przykładów. Po latach grania słodkiej Hannah Montany, Miley celowo i brutalnie zerwała z dawnym wizerunkiem:
-
skrajnie prowokacyjne występy,
-
nagość,
-
seksualna ekspresja bez filtrów,
-
publiczne szokowanie mediów.
Czy to była „prowokacja”? Tak.
Czy była konieczna? Również tak.
Miley musiala zabić postać, którą stworzył Disney, żeby odzyskać kontrolę nad własnym ciałem i artystyczną narracją. I zapłaciła za to ogromną cenę medialną.
Britney Spears – gdy seksualizacja była narzucona, nie wybrana
W przypadku Britney Spears sprawa była jeszcze bardziej skomplikowana. Britney:
-
była seksualizowana bardzo wcześnie,
-
nie miała realnej kontroli nad wizerunkiem,
-
była zarazem „dziewczynką z sąsiedztwa” i obiektem fantazji medialnych.
Po odejściu od dziecięcego image’u nastąpił chaos — bo nikt nie nauczył jej, jak bezpiecznie zarządzać własną dorosłością w świetle reflektorów. Efekty znamy do dziś.
To ważne porównanie, bo pokazuje, że:
problemem nie jest „seksualność artystki”, tylko brak autonomii nad nią.
Taylor Swift – najcichsza, ale równie brutalna transformacja
Taylor Swift często bywa pomijana w takich dyskusjach, bo jej przemiana była subtelniejsza, ale wcale nie mniej znacząca.
Taylor:
-
zaczynała jako „grzeczna dziewczyna z gitarą”,
-
przez lata była krytykowana za „brak seksapilu”,
-
po zerwaniu z dawnym kontraktem świadomie przejęła narrację.
Era Reputation to nie była tania prowokacja, tylko:
-
symboliczne odrzucenie wizerunku narzuconego przez branżę,
-
pokazanie siły, kontroli i dorosłości,
-
świadome korzystanie z estetyki seksualnej, ale na własnych zasadach.
Sabrina Carpenter – dlaczego jej przypadek jest najbardziej „normalny”?
Na tym tle Sabrina Carpenter wypada… zaskakująco spokojnie.
Jej transformacja:
-
nie jest nagła,
-
nie jest agresywna,
-
nie jest chaotyczna.
Sabrina:
-
dorosła razem ze swoją publicznością,
-
stopniowo zmieniała brzmienie i teksty,
-
wykorzystuje seksualność jako narzędzie narracyjne, nie prowokację dla samej prowokacji.
Jej utwory są:
-
ironiczne,
-
często autoironiczne,
-
komentujące relacje, władzę, emocje i oczekiwania wobec kobiet.
To kontrolowany proces dojrzewania artystycznego, a nie bunt dla nagłówków.
Dlaczego więc ludzie mówią o „prowokacji”?
Bo:
-
Internet skraca przekaz – widzimy fragment stroju, nie kontekst.
-
Kobiety w popie wciąż są oceniane przez pryzmat ciała, a nie intencji.
-
Pamięć zbiorowa jest krótka – zapomnieliśmy, że to już było.
To, co dziś robi Sabrina, robiły przed nią niemal wszystkie wielkie gwiazdy popu. Różnica polega tylko na tym, że:
-
Sabrina ma większą świadomość,
-
większą kontrolę,
-
i lepsze zaplecze artystyczne.
Wnioski: to nie prowokacja – to odzyskiwanie narracji
Sabrina nie łamie żadnych granic, których pop nie przekraczałby od dekad. Ona:
-
wpisuje się w długą tradycję artystek wychodzących z dziecięcego wizerunku,
-
robi to bez skandali i autodestrukcji,
-
robi to na własnych warunkach.
I być może właśnie dlatego część odbiorców czuje dyskomfort — bo nie ma tu dramatu, a jest konsekwencja.
To nie Sabrina się zmieniła.
Zmieniło się to, że coraz mniej kobiet przeprasza za to, że są dorosłe.







