Jeśli myśleliście, że po niesamowitym pierwszym weekendzie Sabrina Carpenter osiągnęła już sufit swoich możliwości – zapnijcie pasy. Drugi występ w ramach tegorocznej Coachelli właśnie dobiegł końca, a my przecieramy oczy ze zdumienia (i to wcale nie z powodu wczesnej, porannej pobudki w Polsce). "Sabrinawood" oficjalnie przeszło do historii popkultury!
Plotki okazały się prawdą: Madonna na Main Stage!
Na scenie do Sabriny dołączyła sama Madonna! Królowa Popu zaszczyciła swoją obecnością "Sabchellę", by wspólnie z naszą gwiazdą wykonać swój kultowy przebój "Vogue" oraz absolutny, ponadczasowy hit "Like a Prayer". To przepiękne zwieńczenie ery Short n' Sweet, podczas której Sabrina na swojej trasie regularnie oddawała hołd legendzie (coverując "Material Girl"). Ich wspólne, poruszające wykonanie "Like a Prayer" to coś więcej niż tylko festiwalowy dodatek – to dosłowne namaszczenie nowej generacji księżniczek popu przez samą Królową.
Co więcej, Madonna wspomniała ze sceny, że powraca na festiwal równo po 20 latach (jej legendarny set miał miejsce w 2006 roku!), i co najbardziej epickie – miała na sobie dokładnie ten sam strój, w którym wystąpiła na Coachelli dwie dekady temu! Prawdziwy opad szczęki.
Terry Crews i kultowe "A Thousand Miles"
Żeby show było idealnie wyważone między wielką powagą a charakterystycznym dla Sabriny humorem, na scenie pojawił się jeszcze jeden, dość nieoczekiwany gość. Kto z nas nie przecierał zaspanych oczu przed ekranami w Polsce, gdy nagle na scenę wparował Terry Crews?! Widzieliśmy to na żywo i wciąż nie możemy uwierzyć! Aktor, nawiązując do swojej kultowej sceny z komedii "Agenci Bardzo Specjalni" (White Chicks), odśpiewał samodzielnie uwielbiany utwór Vanessy Carlton "A Thousand Miles".
Fortepian i puszczenie oka do tłumu
Warto odnotować jeszcze jeden, drobny, ale niezwykle wymowny szczegół, który natychmiast rozgrzał fanów na Twitterze. Kiedy Sabrina usiadła przy fortepianie, by zagrać spokojniejszą część setu, z szerokim i nieco zawadiackim uśmiechem wyciągnęła z uszu swoje odsłuchy (zatyczki douszne). Wszyscy odebrali to jako genialne, pełne dystansu do siebie puszczenie oka w nawiązaniu do zeszłotygodniowej wpadki z nierozpoznanym okrzykiem zaghrouta. Tym razem Sabi chciała po prostu słyszeć swoją publiczność głośno, wyraźnie i bez żadnych filtrów!
Najważniejsi są fani: Outfity i "piąteczki"
Sabi po raz kolejny udowodniła też, dlaczego ma tak niesamowitą więź z publicznością. Ze sceny ponownie dziękowała swoim sympatykom, z pełną pokorą podkreślając, że to wyłącznie dzięki nim stoi na tej scenie jako główna gwiazda festiwalu. Znalazła również czas, by szczerze pochwalić i zachwycać się dopracowanymi strojami oraz makijażem osób zgromadzonych w tłumie. Podobnie jak w zeszłym tygodniu, wokalistka postanowiła fizycznie skrócić dystans – zeszła ze sceny do barierek, by przybić z publicznością "piątkę". Zanim jednak zbiegła na dół, z uroczym uśmiechem oznajmiła jeszcze ze sceny, że wirtualnie "przybija piąteczkę z absolutnie każdym fanem". To właśnie dla takiej artystki i dla takiej więzi zarywamy noce!
Światowe media w szoku: Sabi króluje!
Zależało nam, żebyście dostali to podsumowanie jako pierwsi w Polsce, ale amerykańskie portale też nie marnują czasu! Z samego rana naszego czasu portal Rolling Stone opublikował entuzjastyczną relację, w której stwierdza, że "Sabrina Carpenter minionego wieczoru włożyła na głowę festiwalową koronę i na stałe zasiadła w panteonie największych gwiazd popu".
Z kolei Billboard zachwyca się najnowszą pulą kreacji. Zwróciliście uwagę na ten fenomenalny, wysadzany kryształkami, biały gorset na zamknięcie show?! Warto wyraźnie zaznaczyć, że kreacja wcale nie była przezroczysta, a za jej spektakularny, precyzyjny design odpowiadał Jonathan Anderson z domu mody Dior! W kuluarach mówi się także, że oficjalny stream z występu pobił weekendowe rekordy oglądalności na YouTube. Sabi po prostu zdemolowała system.
🎤 Setlista i produkcja – co się zmieniło?
Podstawowa oś występu pozostała równie spektakularna co tydzień temu. Zobaczyliśmy fenomenalne, broadwayowskie intro, 20 utworów wypełnionych hitami (od potężnego wykonania "Espresso" po uwielbiane "House Tour") i zapierającą dech w piersiach scenografię. Oczywiście, nie obyło się bez nowych, olśniewających zmian strojów. Ogromnym zaskoczeniem dla fanów oglądających stream była też realizacja wideo – w przeciwieństwie do standardowej pracy kamer z pierwszego weekendu, tym razem ujęcia były niezwykle filmowe, co idealnie podbiło kinowy klimat całego "Sabrinawood". Ponownie powróciła ikoniczna fontanna zamontowana na cadillacu, która stanowiła tło dla przejmującego finału z utworem "Tears".
Ostateczny triumf (i odpowiedź dla krytyków)
Występ z Weekendu 2 uciął wszelkie dyskusje na temat zaangażowania i pracy, jaką Carpenter wkłada w swoje koncerty. Po tym, jak przez cały zeszły tydzień internet huczał od zestawień jej epickiego widowiska z "karaoke" innych artystów, dzisiejszej nocy Sabrina nie musiała już niczego udowadniać słowami. Udowodniła to wokalem, choreografią i zaproszeniem na scenę postaci, która zbudowała fundamenty współczesnego popu.
A Wy oglądaliście transmisję z nami?
Wiemy, że sobota o 6:00 rano to brutalna pora dla polskiego fana, ale czat na naszej grupie płonął! Koniecznie wpadajcie na naszego Facebooka i dajcie znać, który moment z drugiego weekendu Coachelli skradł Wasze serce. Czy to wejście Madonny, wyciągnięcie odsłuchów przy fortepianie, czy może fenomenalny design od Diora?
PS. Oczywiście wstaliśmy o 5:50 i oglądaliśmy transmisję na żywo razem z Wami, ale pisząc ten tekst, odpaliliśmy występ Sabi na zapętleniu po raz kolejny. Bo żeby oddać te emocje, trzeba to wszystko przeżywać jeszcze raz! 😉